| W tym roku we wtorki lekcje mam
straszliwe: chemia, fizyka, biologia i jeszcze kilka takich
beznadziejnych. Jakby przynajmniej dyrektorka złośliwie
ułożyła plan. Rada pedagogiczna była wczoraj, w poniedziałek,
więc dzisiaj mogłem ze spokojem ruszyć na wagary. Warszawa ?
ot, takie wielkie miasto, tyle rzeczy można tu robić, ale
tylko na pozór, bo jak przychodzi co do czego, to okazuje się,
że albo nie ma pieniędzy, albo ma się ich za mało, nawet na
głupi bilet MZK. Jasne, zarobki w stolicy wyższe niż gdzie
indziej, ale ceny też. A jak się nie pracuje i trzeba płacić
więcej, to prosta droga ku temu, by siedzieć w domu, albo
przed blokiem na ławeczce, bez papierosa ni piwa w ręku. Mimo
wszystko udało mi się wyskrobać oszczędności, pojechałem na
Plac Zamkowy, na Starówkę i zaszyłem się w jednej z licznych
kawiarni. Było jeszcze wcześnie, bo około dziesiątej, kiedy
wchodziłem do lokalu pracowniczka odkurzała jeszcze podłogi,
ale szybko skończyła na mój widok i stanęła z uśmiechem za
barem... |